poniedziałek, 6 lipca 2015

Travel memories ~3~

Powiem Wam, że wyrywanie ósemki wcale nie jest fajne. :( Spuchłam strasznie, jak balon, i po trzech dniach opuchlizna ciągle jest... Koszmar jakiś. Tym bardziej, że przy usunięciu pierwszej nie miałam takich niespodzianek...

Niemniej, żeby odwrócić myśli od tego, co dzieje się z prawą częścią mojej twarzy, zabrałam się za krzyżyki. Lekarstwo całkiem skuteczne. ;)

Tak mój motylek wyglądał w piątek - widać już tutaj zmianę od ostatniego wpisu.




A tak wyglądał w niedzielę wieczorem.
Pewnie byłoby więcej postępów, gdyby nie fakt, że się pomyliłam i prułam około 100 xxx. xD


I dla porównania, ile faktycznie przybyło:


2 komentarze:

  1. Sporo przybyło :) haft pięknieje w oczach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na samą myśl o pruciu krzyżyków mam dreszcze ;) ładnie przybywa, miłego haftowania :)

    OdpowiedzUsuń